Pisałam już wcześniej TU o moim wymarzonym torcie i dlaczego będzie mi trudno osiągnąć taki efekt. Wciąż pozostaję przy zdaniu, że nie lubię tortów. Na potwierdzenie tego powiem, że nawet na własnym weselu nie zjadłam tortu (zrobiłam to dopiero na poprawinach...).
Nie było ani tortu bezowego ani tortu walizki. Był za to klasyczny, bardzo prosty w formie i smaku tort wykonany przez Cukiernię Domową. Na kilka tygodni przed planowanym weselem umówiłam się z panią cukiernik, z którą rozmawiałam na temat moich cukierniczych marzeń. Niestety, zostałam szybko ściągnięta na ziemię. Cukiernia ta niestety nie wykonuje tortów pokrywanych masą marcepanową, a ta była niezbędna, aby zrobić tort walizkę. Niezrażona postanowiłam iść w zaparte, ponieważ bardzo chciałam mieć tort "marynistyczny". Nadziewany rybą - pewnie to sobie pomyśleliście. Nie! Tort składał się z czekoladowych biszkoptów przekładanych śnieżnobiałą bitą śmietaną, a na wierzchu pojawiła się czekoladowa kotwica, której wzór był też na zaproszeniach, na alkoholu oraz na tablicy z rozsadzeniem gości. Tort był bardzo elegancki a do tego zaskakująco smaczny.
Jeśli kogoś interesują moje rady to polecam zaserwować gościom tort zaraz po pierwszym daniu, ponieważ wtedy wszyscy są jeszcze trzeźwi, rześcy i mają nieco miejsca w żołądkach, aby tortem się rozkoszować a nie napychać. Wszyscy byli bardzo zdziwieni, że tort pojawił się tak szybko czyli ok. godziny 21, ale dzień później wielu gości gratulowało mi tego pomysłu.































