... pierwsze (z siedmiu) zajęcia w ramach nauk przedmałżeńskich.
Jeśli decydujesz się na ślub w obrządku katolickim, zamierzasz przysięgać przed B-giem, że nie zostawisz ukochanego, to najpierw czeka Cię prawdziwa przeprawa przez zawiłości kobiecej płodności.
Zastanawiałam się czy zapisać moje wrażenia już po pierwszym spotkaniu, czy dać im jeszcze czas i spisać wszystko na raz. Nie mogłam się jednak powstrzymać. I oto co mam do powiedzenia.
Jak część z Was wie do ślubu i wesela przygotowujemy się z emigracji, więc zdecydowaliśmy z narzeczonym, że nauki przedmałżeńskie odbędziemy w Berlinie. Ależ spekulowaliśmy... Czy prowadzący będą bardziej wyluzowani, w końcu mieszkamy w queer-stolicy świata. Czy będziemy musieli dużo płacić za te wspaniałe szkolenie (słyszałam już o "co łaska", ale nie mniej niż...). Czy będą sami Polacy, a może małżeństwa mieszane, no i czy w ogóle ktoś jeszcze będzie?
Polska Misja Katolicka w Berlinie okazała się mieć przepiękny neogotycki kościół, na jego tyłach, w poniedziałkowy wieczór zebrała się pokaźna grupa (ok. 12-15 par i kilka singli) ludzi. Jak mój luby stwierdził, wszyscy siedzieli jak na tureckim kazaniu, ze ścian patrzyła się na nas płacząca Matka Boska i ukrzyżowany Chrystus, a z sufitu wielki niemiecki czarny orzeł. Nikt nie trzymał się za ręce w myśl zasady: "przed ślubem się nie dotykamy", wszyscy byli zestresowani, cisi i przestraszeni. Mi i Pawłowi oczywiście humor dopisywał, w najmniej odpowiednim momencie dopadła nas głupawka. Paweł wskazał mi na stół prowadzącej (ok, 45 l., 3 dzieci, grubsza, tłuste włosy, pluje podczas mówienia) przyodziałam okulary i wszystko stało się jasne. Na stole leżał schemat narządów płciowych kobiety.
Całe spotkanie przebiegało w absurdalnej atmosferze. Wśród nas było małżeństwo (cywilne) z małym chłopcem (ok. 6 lat). Matka była przerażona, bo prowadząca przez 1,5 godziny gadała o płodności kobiety, o seksie, o poczynaniu dzieci, o cyklach, miesiączkach, hormonach, a mały nie bardzo wiedział o co chodzi. Matka z przerażeniem zapytała, czy ona NA PEWNO? może zostać z dzieckiem.
Nikt nie odpowiadał na zadawane pytania, nikt się nie udzielał, nikt nic nie mówił. No, była tam jedna fanka metod naturalnego planowania rodziny. Wszyscy się jednak pobudzili, gdy prowadząca wyciągnęła białe etui (prawie jak od PSP) a w nim był termometr do mierzenia temperatury w pochwie, z silikonowym czubkiem do łatwiejszej aplikacji. Szaleństwo! Ciekawe czy są wersje w zeberkę albo panterkę...
Na koniec Paweł został zmuszony do kupna książeczki "Kiedy jestem płodna". Na szczęście tylko za 4 euro. Pomijając kilka błędów w kwestiach medycznych, widać że kobieta zna się na tematach naturalnych metod zapobiegania ciąży. Mówienie, że seksualność nie jest instynktem i że plemniki osiadają w śluzie jest co najmniej nieprawdziwe, a do tego denerwujące.
Ja jednak podziękuję.
środa, 26 stycznia 2011
wtorek, 25 stycznia 2011
Wielka Gala Ślubna w Szczecinie

Ponad 160 wystawców z województwa zachodniopomorskiego zaprezentowało, co w 2011 ma do zaoferowania przemysł ślubny dla narzeczonych. Swoje stanowiska miały salony sukien ślubnych, salony jubilerskie, fotograficy, sale ślubne i restauracje, floryści oraz firmy wynajmujące samochody. Na scenie głównej odbyły się pokazy modny ślubnej oraz pierwszego tańca weselnego.
To tyle faktów, teraz moje odczucia towarzyszące temu wydarzeniu. Wiąże się z nimi anegdota. Na targi wybrałam się z mamą (42 l.) oraz świadkową (26 l.). Wszyscy chyba brali ją za starszą córkę mojej mamy, bo ja, jako przyszła panna młoda nie wzbudzałam zainteresowania wystawców. Wszystkie ulotki, gazetki dostawały mama ze świadkową, to one były najczęściej zagadywane przez przedstawicieli firm ślubnych. Może rzeczywiście nie wyglądam na przyszłą pannę młodą. (W Berlinie wciąż kupując wino, muszę pokazywać dowód. Od sześciu lat mogę legalnie kupować ten trunek...)
Na targi przyjechałyśmy 30 min po otwarciu, żeby nie trafić na największy tłum. Jak wielkie było nasze zdziwienie, gdy już wtedy ciężko było zaparkować. Nie zrażone ogromną masą ludzką weszłyśmy na teren targów. Nie chcę pisać o wszystkich wystawcach, a jedynie o tych, którzy mnie urzekli. Prawda jest taka, że jako nie-fanka wesel nie odnajdywałam przyjemności w oglądaniu majonezowo-śmietanowych sukien ślubnych, różowych obrączek dla niej i dla niego, tandetnych zdjęć fotografów czy filmów z wesel, ale wiem, że żałowałabym, gdybym na targi nie pojechała.
Firma Provocatieur ze Szczecina sprzedaje gotowe i szyje na miarę garnitury ślubne dla panów. Niezwykłe dwie starsze panie, krawcowe nie naskakiwały na ludzi z ulotkami, nie zamęczały ich krzykiem. Garnitury, które stały na ich stanowisku mówiły same za siebie, urzekły mnie dokładnością wykonania, wysoką jakością materiału. Obie panie to największej klasy profesjonalistki i tłumaczyły mi niuanse doboru koloru koszuli oraz faktury materiału garnituru pana młodego. Jestem paniami zachwycona i najprawdopodobniej one uszyją garnitur mojego przyszłego męża.
Wystawcą, który wprowadził mnie w stan florystycznej ekstazy była pani z kwiaciarni Toscana w Szczecinie (ryneczek Pogodno). Jej cudowne bukiety sprawiły, że zmieniłam swoje zdanie co do róż, których szczerze nie znoszę. W masywnych bukietach wykorzystuje biało-kremowe róże, białe tulipany, tulipany papuzie i magiczny składnik niedźwiedzią trawę. Nigdy wcześniej nie widziałam tej rośliny w bukietach, jednak jako przedłużenie tzw. "berła" nadaje się cudownie.
Zdjęcie jednego z bukietów:
Ostatnim wystawcą, który zrobił na mnie ogromne wrażenie jest salon sukien ślubnych Novia z siedzibą na Nowej Starówce. Już wcześniej, podczas poszukiwań sukni ślubnej trafiłam do tego salonu. Największym plusem jest obsługa. Młode i eleganckie panie wspaniale potrafią doradzić w wyborze odpowiedniego koloru i fasonu. Wiem, że to może niewiele, ale każdy kto ma za sobą poszukiwanie sukni, wie jak ciężko trafić na odpowiednią ekspedientkę, a właściwie doradczynię. Suknie są z najwyższej półki z (tak jak i ceny) z firmy Pronovias i Cymbeline, jednak jakoś materiału, dokładność wykonania, możliwość poprawek i perfekcyjne kroje to plusy, które sprawiają, że salon Novia to moim zdaniem najlepszy salon mody ślubnej w Szczecinie. Zaznaczę, że nie jest to kryptoreklama, ponieważ ja swoją suknię postanowiłam uszyć. Jednak, gdybym zdecydowała się na zakup, to na pewno w tym salonie.

Mam mieszane uczucia co do targów ślubnych. Mam po nich ambiwalentne wrażenie, że branża weselna to branża jak każda inna (np. budowlana, medyczna, kosmetyczna). Kolejne firmy powstają próbując sprzedać nam produkty, których nie potrzebujemy. Przedstawiciele próbujący udowodnić mi, że moje wesele będzie beznadzieje, jeśli nie pojawią się na nim fajerwerki za 30 tysięcy lub białe gołębie po 200 zł za sztukę sprawiają, że staję się jeszcze większą przeciwniczką tej imprezy.
Najważniejszą rzeczą, którą trzeba zabrać ze sobą na targi ślubne to zdrowy rozsądek.
poniedziałek, 4 października 2010
Potęga rytuału
Wesele będzie huczne, piękna oprawa, setki gości. Po co współczesnym narzeczonym cały ten zgiełk?
86% obywateli Polski wierzy, że małżeństwo jest najlepszą formą wspólnego życia. To główny powód ślubów w Polsce, jednak czy niezbędne jest do tego wesele za dziesiątki, czasami setki tysięcy złotych? Zadaję sobie to pytanie od jakiegoś czasu i myślę, że nie jestem jedyna.
Oczywiste, że nie ma związku bez ryzyka rozpadu. I dlatego ludziom potrzebne są te wszystkie weselne rytuały jak przysięga, oczepiny, wspólne krojenie tortu. Mają one na celu umocnienie młodej pary w podjętej decyzji.
Rolę poważnego zobowiązania spełnia przysięga wypowiadana przed księdzem lub urzędnikiem i całą rodziną ze świadkami na czele. Błogosławieństwo lub podpis w księdze małżeństw to coś więcej niż tylko chwila. To moment, który łączy dwójkę ludzi na zawsze (przynajmniej takie jest założenie). Wesele to przypieczętowanie ich decyzji. Huczność, szczęście, uśmiechy na twarzach rodziny i przyjaciół mają zakląć rzeczywistość, dodać jej nieco magii.
Przy całym zgiełku organizacyjnym, przy tak silnych emocjach młoda para powinna pamiętać, że “tak” przysięgają przede wszystkim sobie na wiele lat wspólnej pracy nad związkiem.
(Tworząc artykuł wspierałam się "Za minutę powiem TAK" Sens, 8/23 2010)
86% obywateli Polski wierzy, że małżeństwo jest najlepszą formą wspólnego życia. To główny powód ślubów w Polsce, jednak czy niezbędne jest do tego wesele za dziesiątki, czasami setki tysięcy złotych? Zadaję sobie to pytanie od jakiegoś czasu i myślę, że nie jestem jedyna.
Oczywiste, że nie ma związku bez ryzyka rozpadu. I dlatego ludziom potrzebne są te wszystkie weselne rytuały jak przysięga, oczepiny, wspólne krojenie tortu. Mają one na celu umocnienie młodej pary w podjętej decyzji.
Rolę poważnego zobowiązania spełnia przysięga wypowiadana przed księdzem lub urzędnikiem i całą rodziną ze świadkami na czele. Błogosławieństwo lub podpis w księdze małżeństw to coś więcej niż tylko chwila. To moment, który łączy dwójkę ludzi na zawsze (przynajmniej takie jest założenie). Wesele to przypieczętowanie ich decyzji. Huczność, szczęście, uśmiechy na twarzach rodziny i przyjaciół mają zakląć rzeczywistość, dodać jej nieco magii.
Przy całym zgiełku organizacyjnym, przy tak silnych emocjach młoda para powinna pamiętać, że “tak” przysięgają przede wszystkim sobie na wiele lat wspólnej pracy nad związkiem.
(Tworząc artykuł wspierałam się "Za minutę powiem TAK" Sens, 8/23 2010)
wtorek, 31 sierpnia 2010
Suknia ślubna vol. 3 - zwycięstwo!
Nadzieja mnie opuściła po wczorajszej eskapadzie. Beznadziejne ekspedientki, tanie materiały, wysokie ceny, a do tego te okropne sukienki, wszystkie na jedno kopyto: byle więcej falban, halek, cekinów. Nie podoba mi się to. Może innym tak, mi nie.
Dziś, zachęcona dobrymi opiniami, wybrałam się do podszczecińskiego Pilchowa, gdzie znajduje się Pracownia Ślubna ( http://www.pracowniaslubna.eu/index.html ). Każda przyszła panna młoda poszukująca dobrego stylu, wysokiej jakości materiałów, miłej obsługi i przyjaznych portfelowi cen powinna się tam wybrać. Pani Marta (jak się okazało znajoma mojej dzielnej Armii Świadkowych z liceum nr VI) zaparzyła nam herbatę i zaczęła wypytywać jakie mam oczekiwania. O dziwo! nie zmarszczyła się, gdy powiedziałam, że myślę o krótkiej i klasycznej sukience. Po przymierzeniu i omówieniu kilku sukien, które nie były w moim stylu, ale za to były świetnie uszyte, pani Marta pokazała mi zdjęcie sukienki i powiedziała, że jest w stanie dla mnie taką uszyć. Oszalałam, bo to (po długich męczących rozmowach, przymiarkach i przekonywaniach AŚ) okazał się być mój idealny fason sukni.
Oczywiście trzeba uciąć ten dół i wszystko będzie dokładnie takie, jakie bym chciała. Klasyczna ołówkowa sukienka, z dość mocno wyciętymi plecami, eleganckie guziczki z tyłu. Będzie też mała niespodzianka, ale nie mogę mówić o wszystkim. Ten krój, sposób drapowania materiału i tzw. śmietankowy kolor są zdecydowanie dla mnie. I wszystko w granicach 1200 zł. Czy to nie piękne??
poniedziałek, 30 sierpnia 2010
Suknia ślubna vol. 2
Tragedia. A raczej TRA-GE-DIA! Dziś kolejne popołudnie z Armią Świadkowych i moją mamą biegałyśmy po deszczowym Szczecinie w poszukiwaniu sukienki.
Odwiedziłyśmy dwa kolejne sklepy: Anagra i Villa Mariage. Koszmar w jednym i w drugim. Wszystko poliestrowe, sztuczne koronki, masakryczne kroje. Ale to nic. W pierwszym sklepie oglądając się w lustrze byłam skrzętnie oświetlana lampą UV. Nie wiem po co? Żeby jeszcze bardziej podkreślić sztuczność bieli? Żebym się świeciła jak na taniej dyskotece? Pani ekspedientka (waga ciężka, w obcisłej bluzeczce i białych adidaskach) stwierdziła, że jestem niepoważna. Skoro organizuję wesele na 100 osób to w krótkiej sukience na pewno nie będzie mnie widać. W ogóle po 10 minutach ludzie zapomną, że to ja wzięłam ślub. Krótkie sukienki to się nosi na poprawiny.
Z kolei w kolejnym sklepie pani ekspedientka chyba przyleciała do nas z odległej planety. Mniej więcej z tej samej co Lady Gaga. Nie wiem naprawdę, skąd te wszystkie babki się urwały. Pani nie rozumiała co to jest fason ołówkowy. A na koniec mierzenia kilku sukienek stwierdziła, że w sukience zwężanej w kolanach nie będę mogła się ruszać. No tak... bo w gorsecie i 48 halkach na kole będę mogła nawet skoczyć o tyczce.
Z moich marzeń czyli z tej klasycznej sukienki (D&G) pozostało niewiele. Dokładnie tyle. Nie będę miała długiej sukienki... Choćbym miała być wzięta za swoją świadkową. Nie rozumiem jak można całe życie chodzić w normalnych ciuchach i nagle zapragnąć, aby moje ubrania ciągnęły się po ziemi i świeciły niczym tandetna choinka bożonarodzeniowa. Eh. Tylko jedno ciśnie się na usta: Dziewczyny! Zabierzcie mnie z tego sklepu!
Subskrybuj:
Posty (Atom)





